recenzja książki - Maybelline

Gosia ( KLIK) zajmie się recenzjami książek, sama od dawna pragnęłam o tym pisać. Uwielbiam czytać i zawsze zabieram ze sobą książkę, kiedy wybieram się w podróż. Niestety nigdy nie miałam czasu, aby napisać dla Was recenzję, więc ciesze się, że  w końcu takie wpisy zaczną się tu pojawiać. ---Ash:*!

Marzyciel i przedsiębiorca. Kto stoi za sukcesem marki Maybelline?
Kosmetyków marki Maybelline nie trzeba nikomu przedstawiać. Kultowe maskary i cienie do oczu to must have w prawie każdej damskiej toaletce. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, kto stoi za tym imperium kosmetycznym? Ja tak, dlatego sięgnęłam po historię rodziny, która stworzyła Maybelline. Was również serdecznie zachęcam do lektury.


Uwielbiam czytać biografie. Bez opamiętania i rozumu kolekcjonuję monografie poświęcone osobom związanym z branżą kosmetyczną i modową. Potrafię godzinami krążyć po księgarniach i wyszukiwać nowinek, a każdy kolejny zakup przyprawia mnie o dreszcz ekscytacji i podniecenia. Nie inaczej było, kiedy nabyłam biografię „rodziny” Maybelline. Książka ta to nie tylko idealna okazja, aby poznać, czy też zgłębić, historię tej wyjątkowej rodziny, choć ja wcześniej nie widziałam o niej nic. Już po przeczytaniu pierwszego rozdziału byłam pewna , że to niezwykła podróż odkrywająca sekrety i tajemnice rodziny Williamsów. Cenię tę książkę tym bardziej, ponieważ to historia szczera i obiektywna - spod pióra wnuczki brata głównego bohatera.

Ze szczególną przyjemnością sięgam po biografie z sukcesem w roli głównej. Takie żywe historie najbardziej motywują mnie do działania i pokazują, że nie ma porażek – są tylko  informacje zwrotne. Jeżeli jesteście na takim etapie w życiu, w którym brakuje motywacji, samozaparcia albo chcecie po prostu przeczytać świetną książkę i poznać fascynującą opowieść o założycielu  imperium kosmetycznego – koniecznie sięgnijcie po historię sukcesem pisaną. Znam tę książkę niemal już na pamięć, ale mam wrażenie, że sięgając po nią po raz kolejny, eksploruję inne, niepoznane wcześniej historie. Na nowo odkrywam motywację, a kosmetyki Maybelline uwielbiam jeszcze bardziej (choć, myślałam, że to niemożliwe). Ale przede wszystkim doceniam trud włożony w założenie i rozwój tej marki. Choć to typowa historia od pucybuta do milionera, ręczę, że ani przez chwilę nie poczujecie znużenia i zmęczenia. Po przydługawym wstępie, przechodzę do meritum.
Przeszło 500-stronicowa książka, jak już wspomniałam wyżej, to nie tylko pasjonująca historia założycieli królestwa kosmetycznego. Autorka – stryjeczna wnuczka, dziedziczka fortuny Toma Lyle, stworzyła pozycję pod pewnymi względami uniwersalną. To książka odpowiednia do każdego wieku, płci, a jej język – prosty, ale nie prostacki - pozwala na dotarcie do szerokiego grona odbiorców. Można ją czytać na spokojnie w domu – pod kocem i z herbatą w ręce, ale równie dobrze w zatłoczonym tramwaju i autobusie. Do tego nie jest ciężka, dlatego jej noszenie w torbie nie przysporzy bólu pleców.

Bez względu na miejsce, w którym jesteś – książka Cię zachwyci. Nie znudzi – dziewczyny, chłopaka, kobiety ani mężczyzny. To pozycja, w której każdy odnajdzie wątek dla siebie, historię jedną z wielu, z którą się utożsami. Czy będzie to tylko i wyłącznie walka o spełnienie własnych ambicji zawodowych, pasjonujące początki rewolucji obyczajowej kobiet czy też wciągające romanse – zależy już tylko od Ciebie.
Książka opowiada o zawiłych losach założyciela marki – Toma Lyle Williamsa – oraz jego rodziny. Już na pierwszych kartach poznajemy fakt niezwykle ciekawy – mianowicie nazwisko założyciela. Tak już jakoś przyjęło się, że wielcy projektanci mody czy też przedsiębiorcy sygnują stworzone firmy własnym nazwiskiem. W przypadku Maybelline jest zgoła inaczej. Nazwa firmy to pewne ciekawe połączenie, ale nie będę spalać i zdradzać szczegółów. Utrzymam Was w niepewności.
Od pierwszych stron otrzymujemy książkę niezwykle wciągającą i ujmującą. Bywa również nieco skandaliczna i zaskakująca. Wiedzieliście, że założyciel marki, choć był homoseksualistą, w młodzieńczym wieku spłodził potomka?


Na tym nie koniec zaskoczeń. Każdy rozdział tej książki ukazuje niezwykłą determinację młodego Williamsa, gotowego zrobić niemal wszystko, aby zdobyć upragniony cel – założyć firmę. Kto z nas w obecnych czasach byłby gotów wyjechać z maleńkiej amerykańskiej wsi, sprzeciwić się woli rodziców i rozpocząć samodzielne życie z kilkoma dolarami w kieszeni? Tom Lyle postawił wszystko na jedną kartę i wygrał. Dzięki ciężkiej pracy i wytrwałości osiągnął swój zamierzony cel i zapisał się na kartach historii już na zawsze.
W książce nie zabraknie oczywiście zaskakujących zwrotów akcji, opisu ówczesnej elity branży modowej i urodowej, jak i romansów, zdrad, łez i alkoholu. Dużo alkoholu – miejscami chyba trochę za dużo. Wątek alkoholizmu Prestona, brata Toma, osobiście odbieram jako dłużyznę. Zamiast kolejnych opisów libacji alkoholowej o wiele bardziej wolałabym przeczytać o nowinkach kosmetycznych firmy (których mogło być trochę więcej). Choć pamiętać należy, że głównym zamysłem autorki było przedstawienie i sportretowanie rodziny Williamsów, co wyszło jej oczywiście znakomicie, ale może warto pomyśleć nad książką o dawnych strategiach marketingowych firmy? Myślę, że szybko stałaby się bestsellerem.



Oprócz tego autorka w tle biografii przemyca mnóstwo dawnych strategii marketingowych, jak i przepięknych opisów bogatych i pełnych przepychu posiadłości rodziny Maybelline. Wszystko doprawione elegancją i unoszącym się zapachem tuszu do rzęs w tle. Nie zapominajmy, że maskara Maybelline była pierwszym kosmetykiem tego typu na początku ubiegłego stulecia. Historia jej powstania jest niesamowita ! Powiem tylko tyle, że tusz do rzęs powstał praktycznie przez przypadek, z potrzeby chwili. Nie od parady przecież mówi się, że potrzeba jest matką wynalazku. Dodatkowo urzekły mnie dołączone do książki fotografie, ukazujące urywki z życia rodziny, plakaty reklamowe oraz zdjęcia poszczególnych produktów kosmetycznych. Wiecie, jak wyglądały pierwsze maskary ? Uwierzcie mi, że nie miały nic wspólnego z obecnymi wygodnymi tubkami.




Jeżeli macie chwilę, aby zgłębić tę cudowną historię, gwarantuję, że nie pożałujecie. To jedna z moich ulubionych książek. Uniwersalna, ponadczasowa, z ogromną dawką urody, mody,  humoru, a przede wszystkim energii i motywacji do działania. Biografia historii rodu Maybelline to kopania inspiracji. Jestem pewna, że sięgnę po nią jeszcze nie raz. Wam również gorąco i szczerze polecam. Choć ma przeszło pięćset stron, czyta się ją lekko i niemal jednym tchem. Po lekturze tej książki na kosmetyki marki Maybelline patrzę już zupełnie inaczej. Choć zawsze je uwielbiałam i stosowałam, odkąd poznałam pasjonującą historię Toma Lyle i reszty, kultowy tusz do rzęs od Maybelline mam zawsze przy sobie.

Wpadajcie na mojego instagrama - KLIK

Share:

5 komentarze

  1. Cieszę się, że na blogu Asi jest coraz więcej osób, które piszą tak wspaniałe artykuły. Seria z recenzjami książek jest strzałem w dziesiątkę. Gratuluję Gosi tak świetnie napisanego posta. :)
    http://blaack-pearl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje sie bardzo ciekawa :)
    Zapraszam na nowy post ♥ ---> http://klaudiaandmylife.blogspot.co.uk/2016/01/favs-of-month.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja, z przyjemnością się czyta i aż ma się ochotę lecieć do najbliższego empiku i kupić tą książkę! Niesamowite! Wow ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, super jest ta książka, wiele ciekawych recenzji słyszałam na jej temat. Skusze się na jej zakup. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale świetna recenzja! Widać że się do tego przyłożyłaś! Gratuluję :*
    Zapraszam do mnie: http://kassiasss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń